Nudno dzis bylo... Prawie caly dzien w domu. Tylko na sniadanie (ta, sniadnaie, juz poludnie bylo;) ) zabralismy dzieciaki do baru.
Czy ja juz wsominalam, ze nasze krasnale uwielbiaja rozbijac sie po lokalach.
Leo od razu sie rozsiada przy stoliku i zamawia bigniolino (takie malutkie ptysie) i cappuccino. A wlasciwie mleko ubite ;) Ale podane w filizance ;)
Livka zaraz szuka towarzystwa, rzuca usmiechy na prawo i lewo;) A i ciastko polize i pijanke z mleka ;)
Reszta dnia w domu. Nic, o dziwo, nie pieklam. Objad taki sobie, mieska z sosem, ziemniaki, salata. Dzieciaki mialy jeszcze zuper brokulowa.
Tatus po objedzie pojechal na miasto po lody i jogurt dla Mlodego. Nie wiem czy w PL sa takie krecone jogurty z automatu? Ja nigdy nie widzialam.
Leo lubi je bardziej niz lody. Na to mozna sobie wybrac polewe z owocami lub czekola etc. Ale on tylko bialy.
Ja mam stresa przed najblizszymi dniami. Musze wrocic do pracy na pare dni i nie wiem jak to ogarne logistycznie. Livki nie moge ze soba zabrac. pada i okropnie zimna... Moze troche u dziadkow, troche z Enrico... Leo, mam nadzieje, jutro do szkoly wroci.
Siedzi w domu ponad tydzien, biedak, taki przeziebiony byl strasznie. A w nocy skarzyl sie na bol ucha. Dalam Nurofen (Aniu, dzieki, pamietam twoje rady), zakropilam olive do ucha i zasnal ok 2 w nocy. W dzien juz nic nie wspominala, ale na wszelki wypadek oliwke wkrecilam przed zasnieciem.
A teraz uciekam spac, jutro sadny dzien. Do tego klient nowy, jakis malo zorganizowany :(
Trzymajcie kciuki dziewczyny!!!
W Polsce zaczynają się pojawiać takie jogurty i sorbety też w tym roku widziałam kilka.Nie jest to jednak jeszcze takie popularne jak tu.Nam na razie udało się wyskoczyć tylko raz na poranne cappuccino, bo niestety ten przeklęty deszcz wciąż pada i pada. Zaczęłam wędrówkę po twoim blogu od początku- z braku czasu trochę utknęłam.Nie znalazłam informacji , gdzie dokładnie mieszkasz we Włoszech(zrozumiem jeśli nie zechcesz ujawnić tej informacji) Miło mi jednak że sie odezwałaś- jakoś tak raźniej mi wiedzieć ,że sa takie dziewczyny jak Ty , Aga czy Justynka,że nie kwitnę tu sama. Śliczne masz skarby:)A czym się w pracy zajmujesz jeśli można - zanim doczytam....:) Pozdrawiam gorąco:)
OdpowiedzUsuńMieszkam w Toskanii ;) Jakies 20 km od Florencji.
UsuńNasze poranne cappuccio to ok 12 w poludnie piejmy. Wczesniej w ten deszcz nawet nie wychodze;)
Ten blog jest kontynuacja z onetu. Niestey, zawsze brak czasu na przeniesienie notek starych tutaj. Ale objecuje,ze kiedys to zrobie.
Troche chaotycznie pisze to i ciezko cos zrozumiec:)
Pomagam tubylcom nawiazac kontakty handlowe z Polska. Dzis akurat mialam wizyte na szkolce roslin.
Dziekuje za odwiedziny!
Och och, ale ci dobrze.Podwójnie dobrze. Ja zawsze marzyłam o Toskanii, ehhh.I jeszcze taka fajna praca ....Mój G. jedyne co miałby ochotę sprowadzać z Polski to owce i tego typu rzeczy ehhh. A z tym cappuccino to i u mnie tak jest - przysypiam rano ile się da Elena lubbi rano(na szczęście) oglądać bajki więc ja dosypiam ile się da.Zanim się wywleczemy z domu to jest właśnie tak koło 12. Zresztą ja cappuccino (ku wielkiemu zgorszeniu wszystkich włochów) lubię pić o każdej porze dnia i to jedna z niewielu rzeczy , które tu lubię. Z tymi notkami z onetu to wiem doskonale jak jest- nie martw się - najwyżej będę czasem zadawac trudne pytania. Tudzież - mase pytań :)Oczywiście nie zawsze musisz odpowiadać :)
Usuń:-) - calusy dla was :-*
OdpowiedzUsuń:-*
Usuń