wtorek, 12 marca 2013

Jak burza :)

Ide jak burza z tymi postami. Od niedzieli juz trzeci. Pewnie za chwile znow sie zawiesze ;)
Chcialam Wam tylko doniesc, ze z Livka lepiej. Dziekuje za slowa otuchy. Mloda juz nie mialam przygod, ale apeptytu ciagle brak. I taka przytulanska sie zrobila. Najlepiej w ramionach u mamy.
Do poludnia siedzialysmy w domu, ugotowalysmy (tak, razem, bo Livka ciagle na raczki mi szla) pyszne couscous z cukinia i szynka. Do tego zrobilam genialna salate z naciowym selerem i pomaranczem. Zazwyczaj robie z fenkulem i pomaranczem, ale dalam sie namowic mojej blogowej kolezance ( a nawet imienniczce), ktora specjalizuje sie w kuchni tureckiej.
Salatka banalnie prosta, warto sprobowac. U nas podaje do ryb najczesciej. Ale z dzisiejszym objadem rowniez mi smakowalo.
Potrzeba pomarancz, seler naciowy/fenkul (taki korzen kopru wloskiego ;) Warzywo myje dokladnie i sciagam obieraczka do warzyw twarde wlokna. Kroje w paseczki, posypuje solai odstawiam na chwile aby zmieklo. Pomarancza obieram i kroje w male kawalki. Kropie cytryna i oliwa z oliwek- gotowe ;)

Livka zjadla z ochota tej kaszy. Na podwieczorek wypila troche soku przecierowego z gruszki i zjadla pol sucharka. Mleko nadal sojowe, ryzowym pluje :(
Zaraz po objedzie pojechala ze mna do pracy, bylysmy w sumie 3 godzin. Nie chciala spac, byla zbyt zajeta ogladaniem nowych twarzy... Jednak widac bylo, ze nie jest to jej najlepszy dzien :(
Sami nie wiemy... W nocy byla bardzo niespokojna, wypila dwie butelki wody (zazwyczaj wypija jedna, nie daje jej w nocy mleka ani nic slodkiego do picia). Raz wybudzila sie z placzem, ale dosc szybka ja uspokoilam.
W sumie nie powinnam marudzic, zabkowanie Leonardo to byl rock. Goraczki, zapalanie, placze nocne, ciagle tulenie w ramionach. U Livki nie wiadomo kiedy jej te zeby do tej pory wyszly...
Ogolnie dzien bardzo pozytywny!!!

wspomniana salata z selerem..."a to feler westchnal seler" :P

i korzen kopru

do aparatu zawsze sie usmiechne :)

zdjecie z zeszlego tygodnia, robilismy smiesznie latwy trot jogurtowo-jablkowy
Leonardo ulubiony, co chyba widac ;)

i niech ktos mi powie, ze to nie jest rodzenstwo ;)




2 komentarze:

  1. Jeny dobrze ze Livce juz lepiej..kochana moja maluska. Tyle sie nameczyla.
    U mnie Bzik zabkowal tak dziwnie,ze nawet nie wiedzialam co i kiedy- budzil sie juz z gotowymi zebami. Pawel i teraz Lord kazdy zabek odchorowuje , tragedia dla dziecka, bo meczy sie niepotrzebnie .ech ...oby do przodu.

    Trzymajcie sie dziewczyny :)

    XXXX

    OdpowiedzUsuń
  2. Och nie dałoby rady,bowiem są ta bardzo do siebie podobni:) No widzisz- dobrze zapamiętałam,żeto ty tak pichcisz non stop. Przyznam ci się ,że jak od tych makaronów to już świra dostaję. Gerardo ma kilka swoich ulubionych i tak jedziemy cały tydzień. Na szczęście teraz jest Eli,bo w końcu mogę gotować zupy(dziś kalafiorowa) i inne dania, wcześniej dla mnie samej mi sie nie opłacało. Więc na okragło jest u nas ragu, pasta al tonno, matriciana, carbonara ,tortellini con panna i heja od początku. Jak masz jakieś fajne pomysły (z racji,że jesteś tu dłużej :) ) to podrzuć kilka pomysłów w wolniejszym(sic!)czasie chętnie skorzystam.:)
    Ps. Wiesz ja swoja Elenę karmiłam zupełnie po swojemu.Jak moja babcia mnie- po trochu wprowadzałam nowe potrawy , nowe smaki zaczęłam już w 7 miesiącu i mała teraz je już w zasadzie wszystko. Do mleka możesz dodawać trochę kakao- nawet nesquck. Zobaczysz jak zacznie ci siorbac butlę.Wiem,że wiele mam woli stosowac się do zaleceń pediatry- więc oczywiście to Ty decydujesz nie twierdzę,że robisz źle. Ale myślę ,że małej nowe smaki ,by wzbogacily troszkę apetyt.Spróbuj:)

    OdpowiedzUsuń