Z tym karmieniem piersia to w sumie wygodna rzecz. Pomijam juz sam fakt niemusienia (istnieje takie slowo?) mycia butelek, sterylizowania i wydawania pieniedzy na MM (tutaj palci sie jak za zyto).
Wygodnie, bo wieczory mam zawsze wolne, bo przeciez karmie. Nie musze sprzatac wszedzie porozwalanych zabawek Leonardo ( a jest ich codziennie wiecej), ogarniac stolu po kolacji, wynosic prania czy sprzatac lazienki po kapieli juniorow. No przeciez karmie, musze lezec z Livka dopoki sie nie nakarmi ( a ze ona zasypia po 5 min, to taki drobny szczegol). A ja mam czas na blogi, FB i filmy. Ile ja filmow obejrzalam podczas tych 5 miesiecy, to chyba cale zycie tego nie widzialam. Zarywam nocki nie dlatego, ze Livka mnie budzi, bo to grzeczna dziewczynka i wie, ze rodzicow po nocach nie ma co meczyc, spi jak ta lala. Zarywam, bo te filmy musze poogladac do konca;)
Wogole jest mi tak z tym dobrze tym razem, ze az zaskoczyl mnie bardzo fakt wprowadzania powolnego stalych produktow.
Pediatra podczas ostatniej wizyty stwierdzila, ze Mala wyglada jej na gotowa do dalszych eksperymentow jedzeniowych.
Troche mnie zaskoczylo, bo przy przestawianiu Leonardo na stale jedzenia proponowala zaczac od zupy (tez mial skonczone 5 i 1/2 miesiaca jak Livka), a teraz kazala podac kilka dni jablka na przemian z gruszka i dopiero ten rosolek z kaszka ryzowa.
Pierwsze koty za ploty, Livka owoce polubila, zwlaszcza jablko.Gruszka chyba jest mniej "aksamitna"??
A owoce tylko w wydaniu "swierzo starte". Sloiczki nie przeszly, Leo wolal za to sloiczki;)
Na weekend, albo w poniedzialek, planuje ugotowac pierwsza zupke. Pamietam jakie to wydarzenie przy Leo bylo, cala rodzinka na czele z babcia J (moja mama, akurat byla u nas wtedy) wyczekiwalismy tego momentu;)
Wywar ma sie skladac z: ziemniaka, cukini i marchwi po ok. 100gr kazde plus 1L wody. Gotowac to to mam przez cala godzine.
W pierwszych dniach podawac sam wywar, stopniowo przeciereane warzywka wprowadzac...
Ale ja nie bede tego gotowac codziennie, mam plan, jak trzy lata temu. Juz nazbieralam male sloiczki, pomyte czekaja na swoja role.
Zupke bede mrozic wraz z przecieranymi warzywkami i wyciagac w potrzebnej chwili. Szybka, latwo i tanio;)
Pozniej tylko podgrzac, dodac kaszki, mieska i swierzego oleju i wsio.
Zdam relacje po pierwszej papce;)
Choc jak dla mnie Livka moglaby mnie ssac nawet do 18-stki...Zartuje oczywiscie, wszystko ma swoje granice, jesli uda nam sie dojsc do roku jak z Leo, bedzie git.
Uwielbiam te nasze brzuszek o brzuszek, jej malenkie nozki na moim biodrze. Jej raczki na moich piersiach. Bliski oddech i cudny zapach noworodka...Bedzie mi tego brakowac:(
Teraz o karmieniu starszaka bedzie.
Tutaj pojawiaja sie dosc wysokie schody.
Do niedawna zjadal prawie wszystko i to z wielkim apetytem. Odkad zaczal przedszkole, nasz wspolny pobyt przy stole doprowadza mnie czasem do rozpaczy.
Jeszcze nie sprobuje, juz wie, z enie lubi lub jest "ochydne". Warzywa je tylko jak sa z ryba (dobrze, ze te ryby chociaz tak lubi, przemycam z nimi wszystko co sie da). Jadal mi wszystkie surowki, warzywa jako przekaske miedzy posilkami. Teraz prawie tego nie tyka.
Jego ulubiona potrawa sa kluski na oleju, makaroniarz maly;)
Musze sie zabrac za poprawienie naszych relacji w kuchni;)
Na razie pozwalam mu na pomaganie mi, obiera, kroi i dosypuje. Moze poskutkuje...
ps
Livka dzis, jakby robila to od zawsze,wziel smoczek i zasnela z nim... Chyba pierwszy raz;)
Dopisek
Nie jestem zadna fanatyczka karmienia piersi. Nawet myslalam,ze drugiego nie dam wykarmic, za duzo z tym zachodu- boe sie czlowiek nie moze denerwowa, bo nie moze sie obzerac;) bo nie moze pic;) To ostatnie akurat mi nie grozi. Alkohol lubie srednio a wody kazde ilosci wskazane;)
Uwazam tylko, ze kazdy powiniem karmic swojego maluszka jak moze i chce.
Nie lubie tych wywodow, nagonek jednych matek na drugie. Przesada w kazda strone jest zla!
Ja okropnie się przy Kudłacie zestresowałam tym karmieniem piersią, czułam presje, że powinnam ja karmić przecież, a mleka dziwnie ubywało zamiast przybywać .. chyba coś około 3 miesięcy się udało, później mieszanka. Wiem, że tak naprawdę wszystko zepsułam stresem ja sama .. Z tym jedzeniem starszaka to podobno jest metoda, że mimo, że dziecko mówi, że czegoś nie lubi, to należy mu to na talerzu kłaść, 10 razy nie zje, a jedenasty spróbuje. Wypróbowałam to z Kudłatą, działa :))
OdpowiedzUsuńZapaleczko, ja tez mialam podobnie przy Leonardo. Maly non stop na cycu, piersi bolaly, strs nonstop czy mu wystarcza;)
UsuńNa szczescie mialam fajna polozna, ktora organizowala grupy wsparcia z innymi karmiacymi. Duzo mi to pomoglo.
Jednak przy drugim dziecku powiedzialam sobie, ze jak taki cycoholik bedzie, nie dam rady. Zwlaszcza,ze juz mam dwojke.
A tu zaskoczenie, od razu mialam mleko.I to dobre,mala najadala sie na dlugo.Nocki spokojne. Jeszcze moglam innym oddawac.
Ponoc przy drugim tak jest,ze mleka wiecej. Moja przyjacilka pierwszego dziecka wogole nie mogla karmic a pozostala dwojke bez problemow, mleko od razu jej przyszlo.
W/g poloznej, piers jest przy drugim lepiej rozwinieta.
Ale co najwazniejsze, ja jestem duzooooooooooo spokojniejsza teraz. Nie mam zadnej presji, to i malutka jest spokojniejsza a i mleko chyba lepsze;)
Bo kto by chcialn pic zestresowane melko;)))
Zreszta juz ci pisalam, drugie dziecko to bajka;)))
Pozdrawiam