Livka rosnie jak na drozdzach. Ladnie je, jeszcze ladnie sie usmiecha;)
Cwaniara z niej niesamowita. Mala kobietka po prostu;)
Rozmiary na dzis:
waga 8,420 - urosla 1 kg 200 gr od ostaniej wizyty (1 1/2 miesiaca temu)
wzrost 71 cm- 6 cm na plusie
Lekarka zadowolona z rozwoju Livki. Sprawdzila sluch Niuni, wszystko ok. Ladnie odwracala glowke w poszukiwaniu dzwoneczkow, pomimo,ze pani doktor rozpraszala ja czerwonym fletem.
Pozwolila rozszerzyc diete o jogurt, na razie pasteryzowany. A za ok. miesiaca swierzy.
Od kilku dni podaje takze banana. Zupe wzbogacilam kilkoma galazkami selera i salatu zielonej (b. bogata w zelazo, lepsza od szpinaku).
Jedyne co mnie martwi to te jej wyproznianie sie... Ostatnio jest na prawde dziwnie...Robi kilka razy dziennie, ale sa to niewielkie ilosci. Moza jedno, dwa wyproznienia sa nieco wieksze. Reszta to male bobki...Lekarka niezbyt sie tym przejela. Jak nie placze i nie marudzi to tak moze niby zostac...Ale czy ona nie bedzie miala w przyszlosci problemow???
Je na prawde duzo owocow jak na taka istotke. Podaje na sniadanie jeden owoc lub sok (jablko albo gruszka), na podwieczorek i po kolacji. Banan jest podawany w malych ilosciach i w towarzystwie jablka...Raczej nie wina jego, ten problem juz byl.
Czasem gotuje sliwki i podaje przetarte. Mala je uwielbia;)
W zupce tez marchi jak najmniej, chyba,ze ze sloiczka. Tam marchewki nie zaluja. Ale i kolorantow chyba tez,co?? Choc wygoda, powiem Wam, jest duza;)
Czesto rozkladam jejkolderke i klade na ziemie. Po kilku chwilach Livka jest juz na kafelkach;) Mala lisiac tak sie poprzekreca, ze niedlugo caly pokoj mi zwiedzi.
Na kanapie juz jej nie moge samej zostawic, zaraz sie zsuwa;)
Lubi za to siedziec w boxie. I na chwala jej za to;) Przynajmniej prysznic moge spokojnie zrobic jak jestesmy same w domu.
Problem mamy z Leonardo. A wlasciwie sami sobie robimy ten problem ;)
Maly wrocil do przedszkola przeszczesliwy. Od poniedzialku zostaje tam do 16. Wraca jakby conajmniej byl w najwiekszym parku rozrywki w Europie;)
Buzia mu sie nie zamyka, opowiada co robil, co jadl, z kim sie bawil.
I tutaj jestem na prawde szczesliwa. Obawialam sie, czy da rade wytrzymac 7 godzin.
Ale jest taka mala sprawa...Leo ubzdural sobie, ze chce z przedszkola wracal autobusikiem...Sa takie specjalne, podwoza pod dom...Bu, sama nie wiem.
W domu mamy dwa auta. Dziadek tez deklaruje codziennie chec dowozu mlodego...A on ma nas gdzies i chce busem???
Za jest niewatpliwie poczucie samodzielnosci u dziecka. Nabranie pewnosci siebie.
Przeciw...oj tego mam troche...
Boje sie puszczac ziecko z kims obcym...Panie w przedszkolu to jedno. Znamy sie, jakby co, latwiej mi zareagowac. W autobusiku jest kierowca, nie wiem jakie ma zamiary, A slyszy sie rozne rzeczy...Nie wiem sama, moze przewrazliwiona jestem???
Znam tylko dwie matki, ktore puszczaja swoje dzieci autobusem. Reszta odbiera i zawozi osobiscie.
Jedna z tychdwoch matek odradza mi, jesli mam inne wyjscie. Ona korzysta z tej uslugi poniewaz pracuje i nie da rady na czas odebrac dziecka ze szkoly.
W/g niej dziecko czesciej choruje chocby dlatego,ze w czasie zimy jada w tych busach poowijani w szale etc... Nikt im tego nie zdejmuje bo zaraz wysiadaja.Upoca sie a przy wyjsciu przewiwa ich...
Druga dziecko malo interesuje:(
Dla mnie na nie jest tez to, ze musze czekac na niego na drodze. Niby pod domem, ale na drugiej stronie ulicy. A jesli Livia w tym czasie spi, ja nie moge wyjsc z domu.
Nigdy nie zostawilam dzieciakow samych. Nawet do skrzynki nie wychodze bez nich...A gdybym tak zatrzasnela drzwi (juz mi sie raz zdarzylo, ale nie bylo wtedy dzieci jeszcze z nami)... Nie, nie moge wyjsc sama...
Wiem, niby zaden problem...Jednka dla mnie stres...Z jednej strony ciesze sie, ze chce byc taki samodzielny, z drugiej boje sie o niego i boje sie jak pogodze to z opieka nad Livka...
Na razie popoludniu jedzie po niego dziadek. I obaj sa zadowoleni...
Bardzo rozsądnie myślisz, jeśli tylko więcej argumentów jest na "nie" to nie puszczaj Leo autobusem. Z drugiej strony to przejaw samodzielności jak mówisz, ale to jednak my jesteśmy dorośli i trafnie sytuację oceniamy. Możecie pojeździć autobusami dla rozrywki później całą rodziną :) A Livka słodka taka, cieszę się, że tak ładnie się rozwija, na każdym zdjęciu taka uśmiechnięta :))
OdpowiedzUsuńWiesz, ja panikara z urodzenia.
OdpowiedzUsuńTe autobusiki to sa takie specjalne dla dzieci. Woza tylko przedszkolakow z ich placowki. Niby jest zawsze kierowca i osoba towarzyszaca. Reszta to maluchy...Wiem,ze dla niego to by byla rozrywka.Duzo ludzi mowi,ze najlepsze wspomnienia ze szkoly to maja zwiazane wlasnie z tymi busikami...Jendak ja bym wolala zaczekac...
Jezdzimy wlasnie tak czase dla rozrywki. Tzn. np. chlopaki wsiadaj w autobus u nas a ja ich odbieram za 10-15km;) Teraz musimy jeszcze wyprobowac pociag;)
Pozdrawiam
ps
Livka, jak tylko wyciagam aparta, usmiech od ucha do ucha.Mala fotomodelka;)))
Oooo, to jak autobusiki tylko dla dzieci ... nie wiem, ja też bym się ogromnie nad tym zastanawiała, w sumie jak Leo da się łatwo przekonać, że jeszcze nie czas na podróże autobusikami to nie ma co ryzykować :)
UsuńZ tym przekonaniem go na nie jest problem;) Ale na razie coraz mniej podnosi temat (nie 6 razy a 3 na dzien)... Zobaczymy. Jesli juz, to na wiosne. Zima jest nieciekawie. Te przeciagi, puchowe kurtki?? Lepiej nie ryzykowac.
OdpowiedzUsuńSciskam!
aaaaaaaaaaaa zjadlo mi komentarz!!!!!!!!!!!! ja nie puszczalabym jeszcze. kurcze widze ze nie apdejtuja ci sie moje wpisy na blogu??? masz pokazany sprzed 3 tygodni...dziwne.
OdpowiedzUsuńWiem i dlatego wchodze sprawdzac;) Nie wiem dlaczego ma takie opoznienie:(
UsuńPozdrawiam
u Ani tez jest opoznienie. A komentarz mialam taki dlugi, no nic...ja do dzis nie lubie faktu ze kostek chodzi sam do szkoly no ale on juz ma 10 lat i 6 klasa, niemniej jednak....
UsuńAle Mala ci rośnie:) masakra! a z tym autobusem, to sie dobrze zastanow, ja tam takim nie ufam :)
OdpowiedzUsuń