Nie bede sie rozwodzic. Gdzie ja takiego drugiego wariata znajde co bedzie mnie kochal do szalenstwa, znosil moje humory i jezcze problemy komputerowe naprawial :)
Przez kilka dni nie moglam tutaj dodawac notek. Ale, ze ze mnie taka Zosia Samosia, nie powiedzialam od razu E...
Probowalam pozbyc ie cookis, nie pomoglo, cos tam jeszcze na bloggerze ktos mi poradzil... Tez nic.
Dopiero wczoraj Enrico rozwiazal sprawe ;)
Mam moj komputerek ozdrowialy ;))))))))))))))
Niestety, na telefonie pisanie idzie mi jak krew z nosa. Nie powiem, wygodne to cacko jest, ale jak mam cos dluzszego napisac to mi opuszki palcow puchna :)
Livka ciagle ostroznie, ale chodzi. Dzis usmazylam pyszne oponki i dalam jej pierwszy raz sprobowac smazonego ;) Ale sie cieszyla!
Leonardo ma duzo chec na nauke polskiego. Dzis cale popoludnie siedzielismy na balkonie i ja mu czytalam ksiazeczki po polsku a on za mna powtarzal. Przygotowuje sie na wyjazd do Polski. Oby wypalilo tym razem, nie chce takich niespodzianek jak w zeszlym roku :(
Mloda musze zaszczepic, mam nadzieje, ze do czwartku nikt sie nie rozchoruje i tym razem bede mogla to zrobic.
W przedszkolu zamieszanie, chyba w koncu potrzepie ktoras z mam :(((( Im mniej sie wie tym lepiej. A ja wie za duzo. A ze jezyka nie umiem trzymac na wodzy, to wiadomo, masakra!
Reszta wszystko gra, w ramach terapii odprezajacej ugotowalam w weekend ragu do makaronu, upieklam kurczaka, zrobilam warzywa w piekarniku (za moja znajoma a takze imienniczka, blogowa kucharka i znawczynia kuchni tureckiej). Na deser wczesniej wspominane, bardzo latwe i smaczne oponki amerykanskie optoczone w drobnym cukrze.
Na kolacje pizza domowej roboty i po niedzieli :)
To byl piekny, prawdziwie wiosenny weekend!





Maaaaasa jedzenia :))) zrobilam sie glodna od samego czytania :((
OdpowiedzUsuńBuziaki :)
Zapalka, ty sie zdecyduj w koncu na ten przyjazd do Toskanii. Nagotuje ci co bedziesz chciala ;))))
UsuńCzekam!
U mnie w tym roku wyjazd do Polski raczej nie wypali - brak funduszy:( A bardzo żałuję ,bo Elunia jest takim skarbem do chwalenia się wzystkim dookoła.Sama pewnie masz takie same odczucia- pokazać wszystkim znajomym i rodzinie jakie masz cudowne skarby prawda?
OdpowiedzUsuńJa mojemu G nie dałabym tknąć komputera - może ja specjalistką nie jestem, ale on jest jeszcze gorszy - jest w stanie popsuć w kompie coś zanim jeszcze dobrze się włączy:)Ma naturalny talent do psucia.
To ja jestem jak twoj G. ;) Najpierw psuje a pozniej wolam slodko Enrico bo nie wiem co sie stalo ;))))
UsuńTroche boje sie tego wyjazdu z dwojka dzieci. Ciagle dyskutujemy czy jechac autem czy leciec samolotem... Ale mamy czas. Dzieciaki lubia podorzowac, ale jednak to jest 1300 km :( Ach te odleglosci...
Pozdrawiam
Ja zawsze jeździłam, bo lubiłam. Ale odkąd jest Elena, a do tego po ostatniej podróży z siostrą i jej synkiem doszłam do wniosku,że jednak najlepszy jest samolot.Zdecydowanie szybciej i wygodniej. Jedyny problem z samolotami są jak dla mnie bagaże! Nie da się przewieźć tego co się chce ani ile sie chce :(
Usuń