Leonardo rano obudzil sie z goraczka. Do tego madra mama dala mu sie napic mleka. A mleko i goraczka.... zabrudzil mi cale lozko :-(
Dobrze, ze pare lat temu sprawilismy sobie suszarke. Nawet pierzyne dzis w niej suszylam. Na dworze taka wilgoc, ze pranie zamiast schnac, moknie.
Cale dopoludnia mylam, pralam i przebieralam.
A wieczorem poszlam po pizze i wrocilam z szarym plaszykiem od Benettona ;-) Zakupy to majlepszy lek dla przepracowanej mamy :-)
Udanego tygodnia wszystki. Moj bedzie na pewno intensywny!!!
niedziela, 8 grudnia 2013
Goraca niedziela
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Emiś ściskam was. zdrowka
OdpowiedzUsuńZdrowka, mam nadzieje, ze z Leo juz lepiej! pokaz plaszczyk ! nie badz taka :-)
OdpowiedzUsuńOjej, już wyobrażam sobie twoje zmagania i biednego Leo :( Mam nadzieję,że juz lepiej:*)
OdpowiedzUsuń