piątek, 5 lipca 2013

Jedziemy do Polski czyli zaleglosci czas nadrobic.

Krol szos ;)

I krolowa fast foodow ;) 
(w Niemczech na autoradzie glownie kroloja te wlasnie cuda zywieniowe)

Podroz do Polski minela nam szybko i bezproblemowo.
Wyjechalismy z domu po 6 rano. Dzieki wstaly, ubraly sie i zjadly sniadanie. Piekny poranek mielismy, slonecznie i cieplo.
Po ok. 3 godzinach zatrzymalismy sie na pierwszy postoj jeszcze we Wloszech. Ok. godziny spedzilismy na parkingu, smyki poganialy, nawiazaly znajomosci internacjonalne i dalej w trase.
 Niestety musielismy sie jeszcze zatrzymywac dwa razy poniewaz na Austrie potrzebujemy specjany bilet, ktory kupuje sie na stacji benzynowej. Oczywiscie nie bylo na zadnej i kupilismy dopiero w Austrii. 
Zatrzymalismy sie tez tam na objad, wyjazd z Wloch trwal ponad godzine. Akurat roboty drogowe w pelni i 4 km stalismy w korku przed granica.
Po objedzie w droge i az do wschodnich Niemiec dzieciaki zadowolone byly. Wieczorem jeszcze kolacja w Burger Kingu, zabawy na tamtejszym placu zabaw i zakupy w pobliskiej drogerii.
I tutaj maly szok przezylam, rzeczy dla dzieci, od kosmetykow po kubki i butelki, kosztuja polowe taniej niz we Wloszech. Oczywiscie z pustymi reklamowkami nie wychodzilam ;)
Brakowalo nam 300 km do mety. Nie czulismy olbrzymiego zmeczenia, dzieciaki zrelaksowane, postanowilismy, ze jedziemy dalej bez zatrzymywania sie w hotelu. Liczylam, ze na 22 bedziemy u mojej mamy.
Niestety w podrozy nic nie przewidzisz. W Gerlic zrobili objazd, nalezalo wyjechac z autostrady i jechac niemalze polnymi sciezkami. Na miejscu bylismy grubo po 23.
Dzieciaki w podrozy to anioly, Livka glownie spala i jadla. Leonardo ogladal filmy, spiewal z tata piosenki o wilekim mazinga i ufo robot ;) i tez jadl ;)
Co do jedzenia i picia. Nie pozwalam w czasie jazdy nic brac do buzi. Wole zatrzymac sie na 5 min na spokojne wypicie niz nie wiedziec co zrobic bo dziecko sie akurat krztusi a ja akurat wyprzedam.
Dlatego zatrzymujemy sie czesto, nawet co 2 godziny. A na pewno na kazde zawolanie o picie lub siku.
Na prawde nie spodziewalam sie tak przyjemnej podrozy. Powrot byl nieco gorszy, wczesniej musze sobie przypomniec co sie dzialo w samej Polsce ;)
CDN

3 komentarze:

  1. Kawal drogi mieliscie do pokonania, ale fajnie Wam to wyszlo. Dzieci cud do podrozowania :)
    Czekam na dalsze relacje.
    3 lata temu bedac we Wloszech przerazily mnie ceny, juz nie tylko kosmetykow ale samych zabawek..tragedia . Pmaietam F. kupil Bzikowi plecak do szkoly i zaplacil jakies 80 euro- myslalam,ze padne na stojaka- a jaka zla bylam na Niego. Fakt,ze plecak nawet dzis wyglada jak nowy, bo solidnie wykonany, kolory nie wyblakly, suwaki jak nowe, ale powiedz mi kto te ceny wymysla? Chyba bezdzietny by sie na Nas zemscic :)
    XXXX

    OdpowiedzUsuń
  2. Super,że wam się tak udało spokojnie i wesoło.Czekam na dalsze wieści. Chętnie też dowiedziałabym sie ile was kosztowała taka droga.Sama namawiam G,by choć raz pojechać autem,ale na razie się wymiguje jego brakiem:)Buziaki dla dzielnych podróżników:)

    OdpowiedzUsuń
  3. ciesze sie, ze juz wrocilas:) no i czekam na cd :)

    OdpowiedzUsuń