sobota, 5 stycznia 2013

Noworocznie

    Poczytalam sobie kilka postow wstecz i dochodze do wniosku, ze straszna ze mnie maruda. Do tego wszystko w czarnych barwach widze. Dziwne, w realnym zyciu nie lubie takich osob a i sama staram sie nie zatruwac nikogo moimi problemami. Raczej mam taki "wloski" styl, wszystko ok, pelen luz ;)

A tutaj prosze, same smety... A przeciez moje zycie wcale tak nie wyglada.
Mam fajnego partnera, ktory kocha mnie i lubi to okazywc.
Dzieciaki sa super, Leonardo ciagle chodzi i powtarza "moja mammina piekna" ;) Livka daje buziaczki i usmiecha sie od rana do wieczora.
Posiadamy wlasny dom (ok, male mieszkanko w sumie, ale jak to sie mowi: "ciasne ale wlasne").
Na razie zero kredytow i innych pozyczek...

Spedzilismy na prawde radosne, spokojne i bardzo rodzinne Swieta.
Niczym sie niemartwilismy, bylismy tylko dla dzieci. Nienagotowalam sie nawet za bardzo, wszystko w swieta i 1 stycznia robila tesciowa.
Gralismy z Leo w gry planszowe, bawilismy do woli z Livka w "akuku".
Sylwestra z dziecmi, Livka zasnela ok. 21, Leo wytrzymal do 24.15. W Nowy Rok weszlismy pelni entuzjazmu ;)
To byl dla nas dobry czas!

Dzieci, wiadomo, nasze najwieksze szczescie i radosc. Ciesze sie, ze udalo mi sie wybrac dla nich takiego ojca jakim jest Enrico. Potrafi sie tazac godzinami po podlodze z Leonardo, albo bawic sie w "Gwiezdne wojny". Odpowiada na 1000 pytan na minute. Wstaje w nocy pomimo, ze pracuje w dzien. Umie zajac sie dwojka dzieci jednoczesnie nawet przez caly dzien pod moja nieobecnosc. Co prawda mieszkanie po takiej opiece wyglada jak po tajfunie, ale dzieci zadowolone, najedzone, przeiwiniete ;)
Az czasem zazdroszcze naszym dziecia, ze maja takich cool rodzicow (skromnosc to moje drugie imie ;).
Ba, nawet tesci nie mam takich zlych. Szczegolnie teraz sie o tym przekonuje. Dopoki nie mielismy dzieci, trzymalam sie od nich na dystans. A oni nienarzucali sie. Teraz wiem, ze moge zawsze na nich liczyc. A przy dwojce dzieciaczkow taka pomoc jest bezcenna.

To dlaczego ja tak marudze, dlaczego nie umiem poztywnie pomyslec o naszym zyciu, przyszlosci?
Mysle, ze wyobrazajac sobie gorsze scenariusze, ubezpieczem sie jakby, wole nie byc rozczarowana. A w razie jakby sprawy obraly lepsza droge, zaskoczenie bedzie milsze :)
Boje sie tez glosno powiedziec, ze jestem szczesliwa. Boje sie, ze zapesze. Ze moja pycha moge cos niedobrego przyciagnac do nas :(
Zycie nie raz nauczylo mie pokory!

Jutro, jesli nic nowego nie bedzie, mam wolne wyjscie na zakupy. U nas przeceny startuja od jutra. E.  w domu, ogarnie nasze stadko. Zapowiadaja sloneczny weekend, czego Wam i sobie zycze ;)

Ps
nie myslcie, ze po tym poscie przestane narzekac. To silniejsze od mnie ;) Na pewno, najpozniej po niedzieli, znajde cos na "nie" ;)







2 komentarze:

  1. Narzekanie tez jest potrzebne :)) a tak dlugo jak widzisz te cudowne i pozytywne strony zycia to nic sie nie wahaj tylko ponarzekaj sobie od czasu do czasu. My wysluchamy, poglaszczemy po glowce, a jak za bardzo sie rozpedzisz to damy kopniaka w tylek ;)
    Buziaki, udanych zakupow :))))

    OdpowiedzUsuń
  2. hej emi :-) - pieknie napisalas:-) - po to masz tego bloga, by moc sobie pomarudzic i dalej delektowac sie fajnym zyciem.marudzenie jest zdrowe i potrzebne , tak jak zapalka juz napisala, tak dlugo jak i te pozytywne strony zycia widzisz jest wszystko ok:-) - a my mysle wszystkie to rozumiemy:-) - ja mam podobne obiekcje czesto u mnie :-) , ale jak sie "wysram" (przepraszam za zwrot) na blogu to mi od razu lepiej , a jak jeszcze fajne budujace komentarze , znajde pod spodem , to juz w ogole niebo:-))) calusy!

    OdpowiedzUsuń